środa, 24 kwietnia 2019

346.

Chciałabym zgrywać superbohatera, którego nic nie rusza. Nie ma emocji, nie ma zatrzymywania się i rozmyślań, jest działanie za działaniem, bez przystanków. Nie ma miejsca na smutek i morze łez, bo wszystko jest tak bardzo nie tak i nie mam pojęcia, czy kiedykolwiek będzie mogło być choć trochę lepiej.

nie ma, nie ma, nie ma.

nie ma miejsca na złość, że ktoś miał być, ale go nie ma, na poczucie winy, że tak dużo rzeczy zrobiło się tak strasznie źle, na ogromny zawód, bo przecież jak to! miało być tak zupełnie inaczej, na rozczarowanie każdą rzeczą po kolei, na szczęście i nadzieję, że może jednak dałoby się inaczej, na ogromny strach, że życie tak już będzie wyglądało do końca, do samego końca, na straszną tęsknotę, która przecież rozerwie mi serce jeśli jej na to pozwolę... jeśli tylko się nad tym zatrzymam. no to nie będę się zatrzymywać, tylko będę udawać, że ja jestem SILNA, bo silna oznacza nierozmemłana tak okrutnie. silna oznacza, że jestem wyrozumiała aż do bólu, wiadomo że mojego, bo ja z bólem sobie poradzę, a nie będę obarczać innych. silna, a nie jakoś głupio rozemocjonowana i słaba, bo na co komu te wszystkie uczucia, które tylko psują i psują i psują... psują wszystko, więc lepiej jakby ich w ogóle nie było. chcę być silna i odważna, to znaczy że nie znam strachu i nie znam emocji.

Boże, jaki ja mam problem z definicjami.

Zgrywanie superbohatera doprowadziło mnie do miejsca, gdzie jest pustka. Kompletna. Rozglądam się dookoła i nie ma tu nic. Jestem zupełnie sama i muszę dzielnie stawić temu czoła, chociaż ręce mi drżą, a oczy mam przesłonięte niekończącymi się łzami. Ale muszę choćby udawać bycie odważną, bo stąd naprawdę już nie ma odwrotu, a ja podobno powinnam iść w jakimś kierunku.

Czytam swoje dawne wpisy i jestem przerażona tym, jak długo to wszystko się dzieje, od jak dawna całą sobą wołam o pomoc i sama osobiście to wołanie duszę i ignoruję, a ono mimo wszystko się przebijało, przebijało, aż w końcu cała się rozsypałam na miliard niepasujących - na pierwszy rzut oka - do siebie kawałków. I choć próbuję mieć nadzieję, że jest jakiś złoty klej, który potrafi to posklejać i będę żywym egzemplarzem kintsugi, tak nie wiem, czy to się da naprawdę. Nie wiem, czy da się zrobić z tego coś nowego.

boję się, że nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz