Siedzę zasłuchana w skrzypce i tak mi się wydaje, że muzyka powstaje wtedy, gdy ciężko wyrazić myśli w inny niż zwykle sposób. Nie rozumiem, jak coś tak niepozornego jak odpowiednia kolejność nut potrafi poruszyć serce i wzbudzić tyle emocji. Bo jak to?
Ale dzisiaj opowiem Ci o moich marzeniach. Uprzedzam, że to będą chyba bardzo przyziemne marzenia, więc nie złość się, jak uznasz, że to strata czasu. Skoro uprzedziłam, to nie narzekaj. Chciałabym widzieć przed sobą duży kubek wypełniony gorącą czekoladą z mini marshmallows. Obok leżałyby trzy koce i kołdra, bo mi wiecznie zimno, a dzięki kocom i kołdrze byłoby wreszcie ciepło. Gdzieś niedaleko stałby laptop, z którego byłoby słychać moją ulubioną playlistę - z muzyką tak spokojną, że nie można się niczym denerwować. Z muzyką delikatnie wypełniającą pokój. I tak w tym wszystkim trwać...
Albo zupełnie inaczej. Chciałabym siedzieć w ogrodzie na kocu rozłożonym na trawie... wiadomo, żeby uchronić się od wszelakich owadów i innych małych istot żywych. Koc jest niezbędny. Najlepiej jakby był w bordowo-zieloną kratę. Nade mną błękitne niebo, najchętniej słoneczne, ale gwiaździste też może być, chociaż wtedy ciężko czytać książki. A niech będzie jakie chce, ja się dostosuję. Jak gwiazdy, to bym leżała i czekała na jakąś spadającą. Jak słońce, to bym czytała Wichrowe wzgórza. Gdzieś niedaleko powinny rosnąć tulipany, ale takie niskie, bo one najładniej pachną. Albo peonie. Może lepiej peonie? To w końcu moje ulubione kwiaty. Najcudowniej by było, gdyby obok stał dom, z którego wydobywałby się zapach świeżo upieczonego ciasta... ciasta marchewkowego. Na brownie za ciepło. Ciasto marchewkowe byłoby idealne.
Tylko tyle. Tyle mi dzisiaj trzeba.
I’ve hung my happiness upon what it all could be
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz