I will be the fire that keeps you warm
Kompletnie zauroczyła mnie ta piosenka. Siedzę i słucham, i słucham, i słucham... Jak już kiedyś pojadę nad morze, usiądę na plaży i będę jej słuchać. Popatrzę w przestrzeń przede mną, na ten ogrom wody, a w głowie będę słyszała ciągle te same słowa, light me up again. Nie mogę się już doczekać. Nawet nie wiem, kiedy pojadę, i czy w ogóle kiedykolwiek, ale nie szkodzi. Czekam.
A kiedy pojadę, to zostanę kilka dni. Będę chodzić w krótkich spodniach - tych, które zawsze tak wstydzę się założyć, ale to nie będzie miało już żadnego znaczenia. Znajdę pokój z tarasem, gdzie każdy dzień zacznę od kawy i obejrzenia wschodu słońca, a jak nie wschód, to na pewno zachód. Jak w Małym Księciu. A po wypiciu porannej kawy zabiorę swój plażowy ekwipunek i wyruszę czytać książki. Bo to takie romantyczne. Takie podniosłe. Ja, niezrozumiana przez świat, urodzona 200 lat za późno, żebym pasowała do ludzi dookoła.
Chyba nic bardziej banalnego nie mogłam wymyślić.
Pojadę pewnie na jeden dzień, pochodzę po plaży, popatrzę na morze, zrobię sto zdjęć, zjem obiad i wsiądę w pociąg do Warszawy. Banalnie, ale przynajmniej nie żałośnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz