wtorek, 26 lipca 2016

306.

Tak to zwykle jest z tymi zmianami, że można trząść portkami (hihi!) na samą myśl o nich, a jak przychodzi co do czego, to człowiek jakoś sobie radzi z nową rzeczywistością - bo i jaki ma wybór? Nie mam legitymacji, to trudno, nie będę już wszędzie jeździć, tylko zmuszę się do chodzenia na piechotę (już mam dosyć). Nie rozpaczam codziennie przed wyjściem, że chciałabym pojechać tramwajem... no dobrze, czasami jest trochę przykro, ale żadna łza z tego powodu jeszcze nie poleciała. Nie ma zajęć w październiku? Aha, no dobra. Poradzimy sobie i z tym.

I w takich chwilach zawsze przypomina się ten moment gdy czytałam trzecią część Harry'ego Pottera, gdzie profesor Lupin mówi, że Harry boi się strachu i pomyślałam "o rany, ja też!". I nic się nie zmieniło od tamtego czasu, co może sugerować, że przez te kilkanaście lat niewiele się zmieniłam... przynajmniej pod tym względem. Nadal najbardziej boję się strachu.

Lekcja na dziś: spokojnie, będzie dobrze.

Aha, żebym nie zapomniała tego wiekopomnego momentu: wczoraj poszłam na pocztę i jak poważna osoba (którą jestem) wysłałam swoją namalowaną pracę do nowego właściciela! szalone czasy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz