Słońce raz się chowało (wtedy żałowałam swoich wyborów odzieżowych), a innym razem zostawało na dłużej poza chmurami, więc wszystko wyglądało trochę tajemniczo. A ja lubię tak trochę cienia, trochę słońca, więc robiłam zdjęcia, które by to uwieczniały. Taka jestem odważna, że już nie wstydzę się wyjąć aparatu przy ludziach.
Okazuje się, że godzina 11 to słaby wybór jeśli chodzi o wizytę w Łazienkach, bo wszystkie mamy i opiekunki zdążyły już wyciągnąć swoje dzieci z domów na place zabaw, a wszyscy turyści byli już gotowi przemierzać parkowe alejki. Nie było szczególnie tłoczno, ale na pewno nie było pusto.
Po różnych przygodach w ciągu dnia, które były równie spektakularne w efektach, co przygnębiające, trzeba było wyruszyć na kolejny podbój wszechświata, tym razem kawałka obok Pola Mokotowskiego. Do ogródków działkowych zaglądam chyba raz na dwa tygodnie - nie wiem po co, tak właściwie, nie wyróżniają się niczym szczególnym, ale przynajmniej jest tam spokojnie.
Widziałam co prawda więcej ślimaków bez skorupek niż bym kiedykolwiek chciała, ale trudno, chyba było warto.
Zdjęcia nr 5 i 6 moje ulubione! Piękna dokumentacja :)
OdpowiedzUsuń