czwartek, 25 października 2012

241. The Script - Six Degrees Of Separation

Mijają kolejne środy i soboty, ciągle myślę o tym, żeby wreszcie coś napisać i... nigdy nie wychodzi. Bo już późno, bo nic się nie dzieje, bo trzeba przeczytać o RP już teraz zaraz na jutro. Trochę czuję się z tym jak wyrodna  matka porzucająca swoje dziecko z własnej woli - czy raczej z lenistwa. Z drugiej strony... to tylko blog. Na szczęście.

Na razie dowiaduję się, że dwa i pół miesiąca bez uszkodzenia sobie w jakiś sposób lewej ręki to najdłużej, ile mogę wytrzymać. Tym razem zdradliwa okazała się szafa, a konkretniej uchwyt, przed którym mój palec nie zdołał umknąć przy zasuwaniu i o! klops. Ani to estetyczne, ani pomocne, ale co poradzić. Już mam dużo wprawy w nieużywaniu lewej ręki.

Poza tym, jak zwykle mam problemy z motywacją, żeby wstać z łóżka i zrobić coś konstruktywnego. Może to kwestia pogody? Chodzę spać tak jak wcześniej, zwyczaje jedzeniowe się nie zmieniły... To musi być przez obecną porę roku.
A będzie jeszcze gorzej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz