czwartek, 4 lipca 2013

251. Eric Whitacre - Alleluia

Po przeczytaniu tego, co pisałam w maju, zauważyłam kilka ciekawych rzeczy.
1. Po tylu latach ćwiczeń w pisaniu nadal mam problemy ze składnią. Niby wiem, co miałam na myśli, ale sposób przekazu woła o pomstę do nieba.
2. Muszę się wreszcie zabrać za tłumaczenie Paper Towns.*
3. Już trochę inaczej patrzę na śmierć. Chyba.

Dwa pierwsze punkty nie są niczym zaskakującym, więc skupię się na trzecim, aczkolwiek oprę to wszystko na (być może dla niektórych grząskim) gruncie wiary. To oczywiste, że strata czegoś - kogoś w tym przypadku - boli, często wręcz niewyobrażalnie. Nawet do tego stopnia, że stajemy się obojętni i otępiali, bo to jest aż tak bardzo nie do wyobrażenia. Problem w tym, że tak bardzo skupiamy się na sobie, że trochę jakbyśmy zapomnieli o tej osobie, o tym, co teraz się z nią dzieje. Myślę sobie, że pewnie tym umarłym jest miło, że ktoś przyszedł na ich pogrzeb, ale to im życia wiecznego nie zapewni. Ja bym chciała, żeby ktoś się modlił, żeby moja dusza trafiła do miłego miejsca, a nie do piekła. Piekło musi być straszne. A samo wspominanie i opłakiwanie niczego nie zmieni... Nie twierdzę, że jest nieważne i bezsensowne - w końcu jesteśmy ludźmi, a to bardzo ludzkie zachowania; może nawet takie, które ludzkość pozwalają zachować. Tylko żeby to nie było jedyne, co robimy.

Generalnie to chciałabym, żeby ludzie bardziej wierzyli.

________________________
* Sneak peak z wersji roboczej:
Ja widzę to tak: każdemu przytrafia się jakiś cud. Znaczy, prawdopodobnie nigdy nie trafi we mnie piorun, nie dostanę nagrody Nobla, nie zostanę też dyktatorem w jakimś państewku na Wyspach Pacyficznych, nie będę miał raka ucha, ani nie wybuchnę znienacka.
Ale jeżeli zebrać te wszystkie mało prawdopodobne rzeczy, co najmniej jedna z nich trafi się każdemu z nas. Mogłem widzieć deszcz żab. Mogłem postawić stopy na Marsie. Mogłem zostać pochłonięty przez wieloryba. Mogłem poślubić królową Anglii albo przeżyć kilka miesięcy na morzu.  

Imponujące tempo: 80 słów w 2 miesiące. Wiem, że ten "cud" w pierwszej linijce jest dosyć niezręczny, ale jeszcze pracuję nad tym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz