Ze wszystkich stron napływa na mnie "ja", "ja" i "ja". Ja chcę, ja nie chcę, dlaczego tego nie robisz dla mnie, zrób to dla mnie, mam zły nastrój więc cię źle potraktuję, ale to będzie usprawiedliwione. A ty to znoś. Rób. Działaj. TERAZ.
I tak sobie myślę, że to mnie absurdalnie wyczerpuje. Jeśli nawet potrafiłam kiedyś cieszyć się na coś, to potem już nie mogę. Nic nie cieszy.
To już nie jest summertime sadness, tylko every season sadness.
Sama nie wiem co chcę przekazać. Tyle chciałabym zmienić, gdybym tylko miała na to siłę. Jestem zmęczona byciem zmęczoną i strasznie mi przykro, bo chciałam żeby wszystko co robię było wartościowe, a wychodzi jakiś absurd. Próbuję oddychać głęboko, ale to nic nie daje. Ja już w ogóle nie wiem co może coś dać i jestem świadoma tego jaki słowotok właśnie produkuję, co tylko pogarsza całą sprawę.
Natalio, ogarnij się. No naprawdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz