Dzień już się zbliża ku końcowi, ale chciałam jeszcze zdążyć złapać ostatnie chwile i napisać wpis z datą 5 września. Obojętnie jak bardzo starałabym się podchodzić do tego dnia na zasadzie "dzień jak co dzień", to jednak jest to trochę szczególne wydarzenie. Może to pozostałości z dzieciństwa, kiedy te urodziny naprawdę się świętowało. W najbliższą niedzielę koło urodzin zjeżdżało się trochę rodziny na tort, zazwyczaj z winogronami, i się siedziało razem. Dzisiaj siedziałam głównie sama ze sobą, bez żadnych planów na żadną niedzielę dookoła. Tak to leci.
Choć sama niezbyt często piszę życzenia urodzinowe, to zawsze doceniam, że ktoś inny poświęcił swój czas i napisał czy zadzwonił do mnie. W przypadku tych najkrótszych życzeń to kwestia 10 sekund z życia, ale każdy gest się liczy, prawda? Można dostać tyle wspaniałych słów, a gdzieś i tak za rogiem kryje się taki cień, co podpowiada kto nie napisał. Nie mam szczególnych oczekiwań - miło jak ktokolwiek napisze - a mimo to jest taki lekki odcień smutku, kiedy myśli się o osobach, które dzisiaj wybierają co innego.
Czy czuję się dzisiaj inaczej? Trochę tak, ale ciężko to ubrać w słowa. Tak ogólnie to czuję się trochę poważniejsza, jakby ta liczba lat docierała bardziej niż wcześniej, niosąc za sobą cały bagaż oczekiwań i konsekwencji. Będę się starać powoli rozpakować to wszystko.
A co się zmieniło to już temat na inny raz. Tymczasem - oby Ci się dobrze wiodło, N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz