Patrząc wczoraj w nocy na ludzi, którzy wyszli na ulicę świętować przejście z jednego roku do drugiego, myślałam głównie o tym, jakie to bez sensu. Przecież czas i kalendarz to czysto umowna sprawa, którą sami dla siebie stworzyliśmy dla ułatwienia życia. Czym więc się cieszyć? Jedna chwila niczym się nie różni od drugiej - a raczej różni się tym, co sobie powiemy, więc po co mówić sobie jakieś bzdury.
Czasem jednak uda mi się zepchnąć na bok ten cynizm i w ciągu dnia uznałam, że to metafora, a metafory są ważne. Niebezpieczne, jak mówi Kundera, bo miłość może się narodzić z jednej metafory, ale na razie miłość zostawimy gdzieś z tyłu. Potrzebujemy tych metafor. Potrzebujemy jakiegoś porządku i ciągłych przypomnień, że możemy zacząć od nowa, że zamykamy jakiś etap, a przed nami 365 czystych kart. Metafory ustawiają nam życie, ale czy to źle? Bo metafory nie są prawdziwe. Wiadomo, że nie są, tylko pozostaje pytanie, co jest?
Niech będzie, więc, że mamy nowy rok, mimo że zmieniamy tylko nazwę. Niech metafory będą ważne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz