wtorek, 14 sierpnia 2018

341.

Ponad 8 lat temu, 23 maja 2010 r. światło dzienne ujrzał pierwszy wpis na tym blogu. Wydarzenie to było oczywiście znamienne i o wielkiej wartości, w końcu wpis traktował o piosence, którą w tamtym czasie lubiłam, co zresztą zapoczątkowało pewien trend. Przez większość czasu łączyłam pisanie z piosenkami, choć to głównie wynikało z mojego nastroju, choć i teraz notorycznie przypisuję ludziom piosenki. Mówią, żeby tego nie robić, bo potem nie można w spokoju słuchać - i jak najbardziej się z tym zgadzam.

Tak czy inaczej, 8 lat to duży wycinek czasu. Jakby był kawałkiem tortu mojego życia, to byłby solidnym deserem, a może nawet i z dokładką, bo kto by dał radę zjeść 1/3 tortu za jednym zamachem? większość wpisów jest już zarchiwizowanych, żeby nie przynosić mi wstydu publicznie -- dla tych dwóch par oczu, które może czasem tu zajrzą.

Z czasem pisałam tu coraz mniej (ach, te czasy 30-dniowych wyzwań!), bo im dalej w las, tym mniej słów, jak się okazuje. Może przydałoby się, żebym była bardziej ciekawa świata, może odrobinę bardziej zadowolona z życia, ale wymagania też trzeba mieć rozsądne i będzie tylko gorzej. Nie ma co się oszukiwać.

Teraz po prostu już nie chce mi się ubierać to w żadne słowa, więc tak sobie w tym wszystkim trwamy.

I can never read all the books I want; I can never be all the people I want and live all the lives I want. I can never train myself in all the skills I want. And why do I want? I want to live and feel all the shades, tones and variations of mental and physical experience possible in my life. And I am horribly limited.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz