Ach, i znowu mamy wiosnę, a z nią przybyła niby-chęć powrotu do tego miejsca. Zawsze lubiłam ideę pisania bloga i czytania bloga (bo rzeczywiście do starych wpisów wracam często), natomiast ta kwestia regularności jeszcze jakoś nie do końca jest przeze mnie opanowana. Wstyd się przyznać, ale w liceum wychodziło mi to o wiele lepiej!
Tak czy inaczej, przyszła wiosna, więc i przyszło oczekiwanie na moje ukochane kwiaty mirabelki i ten słodki zapach unoszący się w powietrzu, który cieszy mnie jak chyba nic innego. Pora na lżejsze ubrania i może też odrobinę lżejsze serca, które chcąc nie chcąc podczas zimy są trochę przygniecione i przytłoczone. Czas wystawić swoją twarz do słońca, żeby w końcu poczuć trochę ciepła, i może też do ludzi, żeby - o dziwo - też poczuć trochę ciepła. Kto by pomyślał, że ono tam może być?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz