Dzień dobry, mam dwadzieścia lat. Znaczy, będę miała po 10 - nigdy nie mogę zapamiętać, czy to 10:20 czy 10:40. Tak czy inaczej, dzisiaj jest ten dzień, w którym wszystko się zmieni. Na pewno! W wieku dwudziestu lat jest się już pięknym i mądrym, a nadal młodym. Kombinacja idealna.
Problem w tym, że brzuszek nadal musi się ukrywać pod luźnymi ubraniami, skóra pozostawia wiele do życzenia, zęby mądrości nie zasługują na swoją nazwę, a mnie brakuje siły i chęci na cokolwiek. Nawet nie witam dnia moich urodzin z kubkiem herbaty w ręku (śliwkowo-melonowa, w życiu bym nie pomyślała, że ją polubię!), a jedynie ze szklanką soku. Dodałam kostkę lodu dla świątecznego nastroju, ale nie chciało mi się sięgać po słomkę. Zdaje się, że to nie wróży dobrze na przyszłość.
A tak czekałam na te szalone lata dwudzieste! Chciałam fajerwerków, sztucznych ogni, lampionów i... kogo ja próbuję oszukać? Nie przekonałabym tym mojego kota. Może większy sukces osiągnęłabym z bananem, ale rozmowa z owocami byłaby dosyć przygnębiająca i odzierająca ze wszelkich złudzeń co do mojej pozycji we wszechświecie.
Jedyne co, to powoli wyrastam z tej mojej naiwności, bo kiedyś przecież trzeba.
Dlatego całkiem bez powodu posłucham Now Is The Start wiedząc, że muzyka nie zawsze ma związek z życiem. I nie ma co szukać powiązań na siłę.
Wszystkiego, co uznasz za najlepsze, N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz