sobota, 8 września 2012

234. The Fray - Uncertainty

Na zewnątrz coraz zimniej, więc pora na nowo przyzwyczaić się do częstego picia herbaty, ciepłych swetrów i poruszania się jedynie komunikacją miejską - podczas spacerów marzną ręce i uszy, nie wspominając o rowerze... Nie należę do tych wielkich miłośników, którzy jeżdżą bez względu na pogodę. Zresztą, w płaszczu chyba byłoby niewygodnie.

Z żalem musiałam uznać wyższość ciemnych włosów nad jasnymi farbami. Zamiast cieniowanych głębokim złotym blondem końcówek, dostałam gdzieniegdzie lekkie ślady ciemnej czerwieni. A przecież rozjaśniacza do dłoni nie wezmę, to byłoby jak popełnianie przestępstwa przeciwko włosom. Chyba by mi tego nie wybaczyły, zresztą, ciążyłoby mi to na sumieniu straszliwie. Czyli będzie jak było, po staremu.

W ogóle to zupełnie nie rozumiem, jak do kilku filmów można zatrudniać praktycznie tych samych autorów. W Incepcji wszyscy przynajmniej akceptują swoją obecność, w Batmanie Blake'owi raczej daleko do lubienia Bane'a i... skomplikowane to wszystko. Można się pogubić i to jest to, co robię ja. Tu Blake, tam Arthur, i jeszcze dziadek, a może kamerdyner? Miranda czy Mal? EAMES CZY BANE? A jeżeli pan Fischer zaraz nałoży na głowę worek?
Straszne, straszne, straszne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz