wtorek, 1 marca 2016

281.

Czasem potrzebny jest reality check, czyli konfrontacja z rzeczywistością jak podpowiada mi mój niezawodny słownik (używany setki razy przy pisaniu pracy). Mamy mnóstwo swoich wyobrażeń na temat praktycznie wszystkiego - świata, problemów, nas samych. Wszystkiego po kolei.

Każdy dzień zaczynam od sprawdzenia stanu skóry, głębokiego westchnięcia i pomyślenia "no cóż". Skóra idealna nie jest, wymaga (w mojej ocenie) poświęcenia jej 20 minut rano, żeby wyglądała tak jakby była bezproblemowa, a przynajmniej tak bardzo jak się da. Taki zabieg dla lepszego samopoczucia. I tak jest już całkiem nieźle, w porównaniu do tego jak potrafiło być, więc wzdycham nie aż tak głęboko i nie narzekam aż tak bardzo.

Idę tak z tą trochę udawaną bezproblemową skórą w świat i spotykam na swojej drodze panią w drogerii. Zwróciła moją uwagę, bo wydawało mi się jakby cały czas trzymała schowane zawinięte palce, co po dłuższej inspekcji - mam nadzieję że dyskretnej - okazało się zwykłym sposobem trzymania ręki, w której po prostu brakuje palców. To był mój reality check. Ja mogę udawać, że skóra jest "normalna", czyli gładka i w ogóle wiadomo. Ale nie można tak łatwo udawać, że ma się normalną liczbę palców. Nie chodzi mi o nazywanie czegokolwiek dziwnym, bo oczywiście zdarzają się różne rzeczy; nie mam zamiaru też nazywać tej pani biedną czy coś w tym stylu, bo pewnie sobie radzi. Dla mnie to zwyczajny fakt, brak czegoś co ma większość ludzi, o tyle jednak trudniejszy, że nie da się tego ukryć.

Jest dużo gorszych problemów na świecie niż przebarwienia na policzkach - łatwo o tym zapomnieć żyjąc w swojej bańce codzienności, ale dobrze jest czasem spojrzeć na świat dookoła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz